Jeśli trener słysząc, że komuś zależy na szczupłej sylwetce w ogóle nie porusza tematu deficytu, to jest to trochę średni trener. Natomiast trener to znowu nie dietetyk - może powiedzieć Ci to co mówi każdy trener stacjonarnie lub na YT, żeby być w małym deficycie lub na zerze kalorycznym i jeść 1,7-2g białka na kg ciała, zasugerować makro, ale tą wiedzę znajdziesz wszędzie. Dietetyk pomoże Ci ułożyć plan tak, żeby wbić się w makrosy - mieć siłę na treningi i wytrzymać na redukcji.lalisa pisze: ↑czw wrz 10, 2026 9:59 am Można mieć mięśnie i być grubym. Bycie grubym nie jest zdrowe. Poza tym mowa jest o efekcie. Jeśli ktoś chce wyglądać szczupło i zamiast dostać od trenera info jak robić redukcje, to ma pakowane kolejne ciężary i brak redukcji, to osiągnie efekt niezgodny z tym czego chce. O tym mowię i to obserwuję. Tak jakbyś chciała włosy blond, a dostała ładne, ale brąz. Git, ale chcesz blond.
Jak chodziłam do trenerki personalnej, to jednym pakietem były treningi, a drugą osobną usługą plan żywieniowy. A więc w ramach treningu (na siłowni, tj. pokazania ćwiczeń, ułożenia planu treningowego) dostałam tylko bardzo ogólne wytyczne. Może ktoś tu za dużo oczekuje od trenerów?
A co do samej siłówki - ja już gdzieś kiedyś pisałam - żałuję że swojego odchudzania nie zaczynałam od deficytu i treningów siłowych, albo nie zaczęłam ich robić wczesniej. Schudłam ale dorobiłam się skinny fat i z tego naprawdę ciężko później wyjść i osiągnąć instasytwetkę, bo już później ciężko wejść na taką redukcję żeby dopalić ten uporczywy body fat. Deficyt i trening siłowy to serio najlepsza opcja, bo chudniesz, budujesz mięśnie (więc chudniej jeszcze łatwiej), a dodatkowo wzmacniasz ogranizm i budujesz formę na lata. Można chudnąć samym deficytem i robić cardio, ale póżniej nie trzeba się dziwić że ciągle wygląda się jak flaczek.