autor: 34latka » czw lut 05, 2026 11:19 pm
A ja odpowiem z własnej perspektywy. Naturalną rzeczą jest podjęcie próby mieszkania samemu itp. I tak powinno być, że dorosly czlowiek taką probę podejmuje.
Ja doświadczylam tego, pewnie jak i wiele osób tutaj, przeprowadzajac sie z malego miasta, do znacznie większego, na studia. Przeprowadzka nastąpiła zaraz po liceum. Zaczęło się zycie na własnych zasadach, nauka samodzielności, ogarnianie finansow, praca itd. Tak bylo prawie przez 8-9 lat.
Jednak powinęła mi się noga - siadło zdrowie psychiczne. I w skrócie: z zaradnej, pracującej, radosnej i ogarniającej życie kobiety, zrobił się ze mnie depresyjny i smutny człowiek. Człowiek totalnie nieumiejący podjąć żadnej decyzji, nawet błahej.
Z prespektywy czasu / a mam 34 lata/ uważam za mój wielki sukces i zarazem za mega lekcję pokory, możliwość powrotu do domu rodzinnego, do rodzicow, z ktorymi mieszkam do dzisiaj. I tak kazdy z nas ma swoją przestrzeń, prace, szanuje innego potrzeby , finanse. Nie ma pasożytnictwa itp.
I kiedyś faktycznie gdy slyszalam, że facet czy kobieta mieszka ze swoimi rodzicami to ogarniało mnie zażenowanie i niedowierzanie. Wyobrażałam sobie tych ludzi jako średnio rozgarniętych życiowo.
Teraz, gdy przypomnę sobie w jakiej czarnej d... bylam, w ogóle nie wrzucam aktualnie mieszkania z rodzicami do worka z napisem "wstyd". Ani nikogo nie oceniam,jak robilam to wcześniej, przez pryzmat tej kategorii. Wiem , ze dzieki temu, że bylam zaopiekowana, stanęłam na nogi, po prostu.
Co wiecej, mam swoje zycie, pasje, poznaje ludzi i jest okejka. Wiem też, że teraz gdybym odczuwała potrzebę wyprowadzki, / o czym mysle intensywnie/ nie czułabym przerażenia, a wiarę w to, że idę dalej lecz że mam miejsce powrotu w razie niepowodzenia itp.
Także róbcie jak uważacie. Lecz nie nazywajcie się gorszymi czy mniej dojrzałymi przez to, że swoje miejsce macie w domu rodziców.
A ja odpowiem z własnej perspektywy. Naturalną rzeczą jest podjęcie próby mieszkania samemu itp. I tak powinno być, że dorosly czlowiek taką probę podejmuje.
Ja doświadczylam tego, pewnie jak i wiele osób tutaj, przeprowadzajac sie z malego miasta, do znacznie większego, na studia. Przeprowadzka nastąpiła zaraz po liceum. Zaczęło się zycie na własnych zasadach, nauka samodzielności, ogarnianie finansow, praca itd. Tak bylo prawie przez 8-9 lat.
Jednak powinęła mi się noga - siadło zdrowie psychiczne. I w skrócie: z zaradnej, pracującej, radosnej i ogarniającej życie kobiety, zrobił się ze mnie depresyjny i smutny człowiek. Człowiek totalnie nieumiejący podjąć żadnej decyzji, nawet błahej.
Z prespektywy czasu / a mam 34 lata/ uważam za mój wielki sukces i zarazem za mega lekcję pokory, możliwość powrotu do domu rodzinnego, do rodzicow, z ktorymi mieszkam do dzisiaj. I tak kazdy z nas ma swoją przestrzeń, prace, szanuje innego potrzeby , finanse. Nie ma pasożytnictwa itp.
I kiedyś faktycznie gdy slyszalam, że facet czy kobieta mieszka ze swoimi rodzicami to ogarniało mnie zażenowanie i niedowierzanie. Wyobrażałam sobie tych ludzi jako średnio rozgarniętych życiowo.
Teraz, gdy przypomnę sobie w jakiej czarnej d... bylam, w ogóle nie wrzucam aktualnie mieszkania z rodzicami do worka z napisem "wstyd". Ani nikogo nie oceniam,jak robilam to wcześniej, przez pryzmat tej kategorii. Wiem , ze dzieki temu, że bylam zaopiekowana, stanęłam na nogi, po prostu.
Co wiecej, mam swoje zycie, pasje, poznaje ludzi i jest okejka. Wiem też, że teraz gdybym odczuwała potrzebę wyprowadzki, / o czym mysle intensywnie/ nie czułabym przerażenia, a wiarę w to, że idę dalej lecz że mam miejsce powrotu w razie niepowodzenia itp.
Także róbcie jak uważacie. Lecz nie nazywajcie się gorszymi czy mniej dojrzałymi przez to, że swoje miejsce macie w domu rodziców.