Upadek przyjaźni - Czy wy też tego doświadczacie?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
waltherp99
- Koczkodan
- Posty: 105
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:51 am
Re: Upadek przyjaźni - Czy wy też tego doświadczacie?
Ja zrozumiałam, że nie dla każdego kto dla nas jest lub chcielibyśmy żeby był kimś ważnym w naszym życiu, my również będziemy u tych osób na tym samym poziomie priorytetów relacyjnych.
Miałam przez lata bliską koleżankę z którą usilnie próbowałam jakoś pogłębić więź, uzewnetrzniałam się licząc na to, że zadziała to w drugą stronę. Aż po latach gdy już odpuściłam usłyszałam tekst w stylu, że fajnie byłoby się co jakiś czas zrelacjonować wzajemnie co tam się na bieżąco w życiu dzieje. Poczułam się jakbym dostała w ryj, bo dla mnie to zabrzmiało jak po prostu spłycenie całej relacji do poziomu 'hej, co słychać? u mnie dobrze, pa'. A mi zależy na czymś głębszym.
I odwrotna sytuacja. Inna z moich bliskich koleżanek, z którą zawsze miałyśmy dobry przelot ale nie sądziłam, ze kiedykolwiek wejdziemy na taki głębszy poziom, nawet za bardzo nie próbowałam, miała dokładnie tak samo ze mną. Dopiero niedawno coś puściło, miałyśmy więcej okazji do rozmów i okazało się, że przez lata nie miałyśmy pojęcia ile nas łączy.
Także mam wrażenie, że sami zamykamy się czasem przed ludźmi, a usilnie szukamy nie tam gdzie trzeba. Tak w wielkim skrócie, bo to bardzo złożony temat. Sama mam problem z nazwaniem kogoś mianem przyjaciela, jednak liczę na to, że gdzieś kiedyś taka moja wymarzona relacja do mnie przyjdzie, może coś się właśnie w tym kierunku dzieje, zobaczymy.
Miałam przez lata bliską koleżankę z którą usilnie próbowałam jakoś pogłębić więź, uzewnetrzniałam się licząc na to, że zadziała to w drugą stronę. Aż po latach gdy już odpuściłam usłyszałam tekst w stylu, że fajnie byłoby się co jakiś czas zrelacjonować wzajemnie co tam się na bieżąco w życiu dzieje. Poczułam się jakbym dostała w ryj, bo dla mnie to zabrzmiało jak po prostu spłycenie całej relacji do poziomu 'hej, co słychać? u mnie dobrze, pa'. A mi zależy na czymś głębszym.
I odwrotna sytuacja. Inna z moich bliskich koleżanek, z którą zawsze miałyśmy dobry przelot ale nie sądziłam, ze kiedykolwiek wejdziemy na taki głębszy poziom, nawet za bardzo nie próbowałam, miała dokładnie tak samo ze mną. Dopiero niedawno coś puściło, miałyśmy więcej okazji do rozmów i okazało się, że przez lata nie miałyśmy pojęcia ile nas łączy.
Także mam wrażenie, że sami zamykamy się czasem przed ludźmi, a usilnie szukamy nie tam gdzie trzeba. Tak w wielkim skrócie, bo to bardzo złożony temat. Sama mam problem z nazwaniem kogoś mianem przyjaciela, jednak liczę na to, że gdzieś kiedyś taka moja wymarzona relacja do mnie przyjdzie, może coś się właśnie w tym kierunku dzieje, zobaczymy.
-
yagodzianka
- RoyalBaby
- Posty: 29
- Rejestracja: śr wrz 16, 2026 8:23 am
Ludzie po pandemii "zdziczeli" socjalnie, co widać zwłaszcza w młodych pokoleniach. Będziemy zbierać żniwo tego jeszcze długo.
-
LauraBacha3
- KlasaBiznes
- Posty: 573
- Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am
Przy okazji adaptacji w żłobku poznałam cztery mamy. Z dwiema skończyło się na rozmowach w szatni, od miesiąca nie widziałam ich. Z kolejnymi dwiema miałam kontakt na messenger. Jedna milczy od dwóch tygodni, gdy o coś zapytałam. Z drugą częściej piszemy ale na tym się kończy. Co się umówimy to ona odwołuje.
Koleżanka z pracy jak zapowiedziała w grudniu, że musi do nas wpaść, tak do dziś nie wpadła. Od wiosny każdy kontakt ja inicjuję.
Ba, nawet sąsiadka, która umawia się na "dziś wieczór" nie przychodzi
Już nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, czy o co chodzi. Nie chcę też się narzucać, więc często się hamuję przed kolejnym napisaniem, żeby nie wyjść na jakiegoś creepa stalkera
Koleżanka z pracy jak zapowiedziała w grudniu, że musi do nas wpaść, tak do dziś nie wpadła. Od wiosny każdy kontakt ja inicjuję.
Ba, nawet sąsiadka, która umawia się na "dziś wieczór" nie przychodzi
Już nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, czy o co chodzi. Nie chcę też się narzucać, więc często się hamuję przed kolejnym napisaniem, żeby nie wyjść na jakiegoś creepa stalkera
Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: bo rzeczywistośc ich nie przebodźcowała i nie rozleniwiła. Nasi rodzice nie mieli internetu, komórek, internetu itd. więc żeby się nie "nudzić" wiedzieli, że z marszu musza się postarać i to normalna sytuacja. Dzisiaj ludzie uciekaja w parasocjalne relacje istniejące tylko przez ekran urządzenia i mimo, że widza że coś jest nie tak to jest im po prostu za wygodnie aby podjąc pracę u podstaw tak, jak poprzednie pokolenia.Jennifer pisze: ↑pt lip 31, 2026 3:22 pm Przyjaźń wymaga poświęceń. Nie zawsze ogromnych, ale jednak to jest jakieś poświęcenie, by wyjść z domu, kupić coś do jedzenie/do picia i pojechać do drugiej osoby. Z tym że jako ponad 30letnia osoba, ktora jakieś tam przyjaźnie w życiu miała, odnoszę wrażenie, że kiedyś byliśmy na te poświęcenia bardziej gotowi. Miałam przyjaciółkę, która mieszkała we wsi 2km ode mnie - poza autobusem szkolnym 2x w ciągu dnia, bez auta nie szło się tam inaczej dostać, chyba że pieszo. I tak, jako nastolatki, czy mróz czy upał, chodziłyśmy raz ona do mnie, raz ja do niej przynajmniej raz w tygodniu. Dzisiaj ludziom ciężko podjechać przystanek dalej, by odwiedzić koleżankę z tego samego osiedla.
Mówi się o tym, że każdy ma swoje życie, pracę, partnera, dzieci... no oczywiście, to zrozumiałe. Zabrzmię teraz jak boomer, ale jakim cudem 30 lat temu nasi rodzice, nie mając zmywarek, air fryerów, ekspresów do kawy, suszarek bębnowych, mieli czas na spotkania ze znajomymi, tym samym mając pracę i dzieci?
-
Lulumpolulum
- Mokra Włoszka
- Posty: 53
- Rejestracja: sob sie 09, 2025 8:36 am
Mam po trochu to samo, każdy goni za codziennością: wiadomo kredyty do spłacenia, dzieci, rozwój kariery etc. A już najgorsze są damskie przyjaźnie, bo kiedy kobiety zakładają rodziny to kobieca przyjaźń jest 100 kilometrów za innymi priorytetami. Czasami przestaję próbować i zastanawiam się czy samotność nie jest po prostu ludzką kondycją i tyle.
Niestety żadnego wspólnego wakacyjnego wypadu ze znajomymi nie było, a tak bardzo liczyłem na propozycje z ich strony na w/w wypad. Kolejne wakacje upłynęły mi pod znakiem samotnie spędzonych i nawet nie wiem, na co ja liczyłem
Tęsknię za tym. Jak byłam dzieckiem, to było takie normalne, że sąsiedzi wpadali do siebie, rodzina, znajomi. Moja mama jak zadzwoni do swojej psiapsi Jadzi, to się widzą jeszcze tego samego dnia, a jutro to już spakowane na grzyby z Jadzią i Helenką. A ja zanim swoje psiapsi zbiorę, to miesiąc czasem minie. I to nie jest tylko ich wina, moja tez.Fennka pisze: ↑wt wrz 29, 2026 10:36 am Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: bo rzeczywistośc ich nie przebodźcowała i nie rozleniwiła. Nasi rodzice nie mieli internetu, komórek, internetu itd. więc żeby się nie "nudzić" wiedzieli, że z marszu musza się postarać i to normalna sytuacja. Dzisiaj ludzie uciekaja w parasocjalne relacje istniejące tylko przez ekran urządzenia i mimo, że widza że coś jest nie tak to jest im po prostu za wygodnie aby podjąc pracę u podstaw tak, jak poprzednie pokolenia.
-
Miauczurka
- Channelka
- Posty: 33
- Rejestracja: pn paź 05, 2026 8:39 am
Smutna prawda jest taka, że to tanga trzeba dwojga, więc nawet jak ma się chęc i i podejmuje próby to cięzko jest utrzymać znajomości z np. czasów szkolnych jeżeli druga strona wiecznie coś przekłada, nie chce jej się, nie ma czasu itd. Ale tak, zrobiliśmy ogromny regres względem poprrzednich pokoleń jeżeli chodzi o taką normalną, codzienną towarzyskość.lalisa pisze: ↑sob paź 03, 2026 10:10 pm Tęsknię za tym. Jak byłam dzieckiem, to było takie normalne, że sąsiedzi wpadali do siebie, rodzina, znajomi. Moja mama jak zadzwoni do swojej psiapsi Jadzi, to się widzą jeszcze tego samego dnia, a jutro to już spakowane na grzyby z Jadzią i Helenką. A ja zanim swoje psiapsi zbiorę, to miesiąc czasem minie. I to nie jest tylko ich wina, moja tez.
Tu się w pełni zgadzam, że zrobiliśmy ogromny regres jeśli chodzi o przyjaźń. Ludzie po 2020 roku zaczęli się niestety zamykać w swoich bańkach i choćby nawet się ich zapraszało wiele razy na jakiś wypad lub jakieś spotkanie, to albo czasu nie mają, a jak mają, to spędzają go z innymi ludźmiMiauczurka pisze: ↑pn paź 05, 2026 9:00 am Smutna prawda jest taka, że to tanga trzeba dwojga, więc nawet jak ma się chęc i i podejmuje próby to cięzko jest utrzymać znajomości z np. czasów szkolnych jeżeli druga strona wiecznie coś przekłada, nie chce jej się, nie ma czasu itd. Ale tak, zrobiliśmy ogromny regres względem poprrzednich pokoleń jeżeli chodzi o taką normalną, codzienną towarzyskość.
-
Miauczurka
- Channelka
- Posty: 33
- Rejestracja: pn paź 05, 2026 8:39 am
Jestem tylko ciekawa, czy tak jak każde pokolenie wchodzące w dorosłośc zwykle stało w kontrze do poprzedniego, tak w przypadku przyjścia "nowego" po generacji zoomerów nastapi odbicie w drugą stronę.darek025 pisze: ↑pn paź 05, 2026 12:33 pm Tu się w pełni zgadzam, że zrobiliśmy ogromny regres jeśli chodzi o przyjaźń. Ludzie po 2020 roku zaczęli się niestety zamykać w swoich bańkach i choćby nawet się ich zapraszało wiele razy na jakiś wypad lub jakieś spotkanie, to albo czasu nie mają, a jak mają, to spędzają go z innymi ludźmi![]()
To by musiało się wiązać także z np. odrzuceniem wspólczesnej technologii, social mediów itd. Niby może sie tak zdarzyć, ale jakoś w to nie wierzę.Miauczurka pisze: ↑pn paź 12, 2026 10:38 am Jestem tylko ciekawa, czy tak jak każde pokolenie wchodzące w dorosłośc zwykle stało w kontrze do poprzedniego, tak w przypadku przyjścia "nowego" po generacji zoomerów nastapi odbicie w drugą stronę.
Ja też tęsknie za czasami, gdy się miało 11-12 lat i całe wakacje było się poza domem ze znajomymi albo wpadało się do znajomych do domu pograć w coś.
Ale niestety.... "to se ne vráti"
-
LauraBacha3
- KlasaBiznes
- Posty: 573
- Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am
Mi nawet tęskno nie tylko za tym, co ja sama robiłam jako dziecko a za tym, że u babci jednej i drugiej ciągle były sąsiadki, u wujka koledzy (akurat tak wyszło, że u obu babć mieszkają synowie), u dziadka sąsiedzi.
Do naszego domu ciągle też ktoś przyjeżdżał, sąsiadka wpadała czy my gdzieś jeździliśmy do cioci czy znajomych rodziców.
Teraz, żeby się z kimś umówić trzeba ustalić kiedy, o której i potwierdzić. Z sąsiadami rozmawiam na drodze jak się przypadkiem spotkamy. A chciałabym mieć taki dom jak to pamiętam z wakacji u babci. Ciągle ktoś wpadał, tu ciasto, tam herbata, pogaduszki całymi dniami
I dodam, że nie ma tej zmiany tylko w moim pokoleniu. Babcie, mama, ciotki też już żyją "po nowemu"
Ja nie wiem, osobiście mam wrażenie, że tego nikt w mojej rodzinie nie lubił. Mama opisywała wielkie spotkania rodzinne ze swojej młodości jako coś wyczerpującego dla niej i jej mamy i cieszyła się, że takie zwyczaje już nie obowiązują. Dla kobiet to dawniej była harówka - ugotować na kuchni opalanej drewnem, żeby pozmywać trzeba było zagrzać potem ja tej kuchni wodę. Może dlatego miała uraz do tego i nie zapraszali z ojcem za często gości. Jak byłam dzieckiem np wigilia była tylko w mikro gronie mama+tata+dzieci. Potem się jechało w któryś dzień świąt do jednych i drugich dziadków. A rodzina była spora, więc to nie tak, że nie było z kim. Ogólnie pobyty ludzi u nas w gościach jako dla dziecka były dość męczące na dłuższą metę.LauraBacha3 pisze: ↑ndz paź 18, 2026 1:12 pm Mi nawet tęskno nie tylko za tym, co ja sama robiłam jako dziecko a za tym, że u babci jednej i drugiej ciągle były sąsiadki, u wujka koledzy (akurat tak wyszło, że u obu babć mieszkają synowie), u dziadka sąsiedzi.
Do naszego domu ciągle też ktoś przyjeżdżał, sąsiadka wpadała czy my gdzieś jeździliśmy do cioci czy znajomych rodziców.
Teraz, żeby się z kimś umówić trzeba ustalić kiedy, o której i potwierdzić. Z sąsiadami rozmawiam na drodze jak się przypadkiem spotkamy. A chciałabym mieć taki dom jak to pamiętam z wakacji u babci. Ciągle ktoś wpadał, tu ciasto, tam herbata, pogaduszki całymi dniami
I dodam, że nie ma tej zmiany tylko w moim pokoleniu. Babcie, mama, ciotki też już żyją "po nowemu"
Obecnie mam swoje miejscem na ziemi i zapraszam do niego ludzi, ale nie podoba mi się jak ktoś próbuje wbić bez zapowiedzi, albo za często próbuje się u mnie gościć. Mój dom moją twierdzą.
-
LauraBacha3
- KlasaBiznes
- Posty: 573
- Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am
A mi nie chodzi o wielkie spotkania rodzinne i wystawne uczty a o pogawędki w ogrodzie, wspólne wypicie herbaty czy po prostu regularny kontakt z żywym człowiekiem.Barasia pisze: ↑pn paź 19, 2026 8:17 pm Ja nie wiem, osobiście mam wrażenie, że tego nikt w mojej rodzinie nie lubił. Mama opisywała wielkie spotkania rodzinne ze swojej młodości jako coś wyczerpującego dla niej i jej mamy i cieszyła się, że takie zwyczaje już nie obowiązują. Dla kobiet to dawniej była harówka - ugotować na kuchni opalanej drewnem, żeby pozmywać trzeba było zagrzać potem ja tej kuchni wodę. Może dlatego miała uraz do tego i nie zapraszali z ojcem za często gości. Jak byłam dzieckiem np wigilia była tylko w mikro gronie mama+tata+dzieci. Potem się jechało w któryś dzień świąt do jednych i drugich dziadków. A rodzina była spora, więc to nie tak, że nie było z kim. Ogólnie pobyty ludzi u nas w gościach jako dla dziecka były dość męczące na dłuższą metę.
Obecnie mam swoje miejscem na ziemi i zapraszam do niego ludzi, ale nie podoba mi się jak ktoś próbuje wbić bez zapowiedzi, albo za często próbuje się u mnie gościć. Mój dom moją twierdzą.
To nie trwało godzinami z jednym gościem, który się zasiedział i wymagał gościny, raczej było tak że rano po mleko przyszła Zosia i się rozmawiało, potem Bożenka była w ogrodzie to zaprosila na herbatę, wieczorem do wujka przyjechał Zbyszek i chwilę pogadał zanim poszli do garażu a jeszcze dziadek stał przy płocie z Waldkiem i plotkowali.
Sorki, nie mówię o obiadach i noclegach
Ach, rzeczywiście, przeczytałam Twój wpis jeszcze raz - nie na temat Ci odpowiedziałam.LauraBacha3 pisze: ↑pn paź 19, 2026 9:34 pm A mi nie chodzi o wielkie spotkania rodzinne i wystawne uczty a o pogawędki w ogrodzie, wspólne wypicie herbaty czy po prostu regularny kontakt z żywym człowiekiem.
To nie trwało godzinami z jednym gościem, który się zasiedział i wymagał gościny, raczej było tak że rano po mleko przyszła Zosia i się rozmawiało, potem Bożenka była w ogrodzie to zaprosila na herbatę, wieczorem do wujka przyjechał Zbyszek i chwilę pogadał zanim poszli do garażu a jeszcze dziadek stał przy płocie z Waldkiem i plotkowali.
Sorki, nie mówię o obiadach i noclegach![]()
Tak, takie krótkie odwiedziny są spoko. I, przynajmniej w moim środowisku, nie robi się tak. Nie mam znajomych, którzy tak do mnie wpadają, ja nie uważam, żebym mogła tak wpaść do swoich znajomych. Nie wiem czy mi tego brakuje w sumie
A te babcie i panie Bożenki to pracowały?LauraBacha3 pisze: ↑pn paź 19, 2026 9:34 pm A mi nie chodzi o wielkie spotkania rodzinne i wystawne uczty a o pogawędki w ogrodzie, wspólne wypicie herbaty czy po prostu regularny kontakt z żywym człowiekiem.
To nie trwało godzinami z jednym gościem, który się zasiedział i wymagał gościny, raczej było tak że rano po mleko przyszła Zosia i się rozmawiało, potem Bożenka była w ogrodzie to zaprosila na herbatę, wieczorem do wujka przyjechał Zbyszek i chwilę pogadał zanim poszli do garażu a jeszcze dziadek stał przy płocie z Waldkiem i plotkowali.
Sorki, nie mówię o obiadach i noclegach![]()
Bo szczerze to ja sobie nie wyobrazam, że tu zbieram się z dzieckiem do pkola, a tu wbija mi pani Bożenka i gada przez 30min, bo mleko. A potem wracam po pracy, pod pachą dziecko, w ręce zakupy, głodna, a w ogrodzie 20min small talku, a potem akurat jak wreszcie mam ogarniętą chatę i można odpocząć, to wbija Halinka i trzeba ją zabawiać. A potem kąpiel, spanie i rano od nowa Bożenka z mlekiem.
Te small talki przy płocie dalej istnieją, spokojnie, tylko trzeba poznać swoich sąsiadów, zdjąć słuchawki z uszu i się przywitać. A te wpadanie na herbatki sasiadek było zmorą i moja rodzina zawsze na to narzekała. Że siedziały godzinami, przychodziły z drutami, chciały plotkowac, a dla gospodyni to oznaczało własnie konieczność zabawiania gościa.
Mnie się rozjechaly kontakty mocno po porodzie i się nie dziwię w sumie. Teraz powoli odbudowuję. Mam wrażenie, że ludzie są czasem tak przygnieceni swoim, że nie mają już siły na cudze. Nie tylko problemy, ale tez codzienność.
- kiciakociaaa2137
- GreckieWakacje
- Posty: 280
- Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm
Dużo mówi się o tym, jak to po urodzeniu dziecka przyjaciele się od ciebie odsuwają... u mnie było odwrotnie. Przyjaźniłam się z osobą, która zaszła w ciążę, przez cały ten okres woziłam ją na badania, gdy jej mąż nie mógł, pomagałam w przygotowywaniu pokoiku dla dziecka, organizowałam baby shower, byłam z nią przez całą ciążę. Gdy urodziła, postanowiłam dać im trochę czasu, by pobyli w rodzinnym gronie. Minęło 5 lat, a ja dziecko widziałam tylko na instagramie. Wykręcała się tym, że jest zmęczona, że dziecko to, dziecko tamto, aż w końcu powiedziała mi, że będąc mamą, średnio widzi jej się ,,bujać'' z osobą bezdzietną. Ja nie przepadam za dziećmi, ale, do cholery, znałam tę dziewczynę od piaskownicy i zawsze jej powtarzałam, że jakiej decyzji by nie podjęła, ja przy niej będę. No i niestety, jak teraz czytam opowieści matek o tym, jak odsuwają się od nich znajomi po urodzeniu dziecka, to tylko prycham pod nosem.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
-
Orchidea2103
- TrampekLV
- Posty: 633
- Rejestracja: sob wrz 13, 2025 5:04 am
Przykre są twoje doświadczenia. Ja bym wiele dała, aby mieć taką zaufaną i lojalną osobę w swoim otoczeniu i na pewno bym jej nie odsunęła po urodzeniu.kiciakociaaa2137 pisze: ↑czw paź 22, 2026 11:17 am Dużo mówi się o tym, jak to po urodzeniu dziecka przyjaciele się od ciebie odsuwają... u mnie było odwrotnie. Przyjaźniłam się z osobą, która zaszła w ciążę, przez cały ten okres woziłam ją na badania, gdy jej mąż nie mógł, pomagałam w przygotowywaniu pokoiku dla dziecka, organizowałam baby shower, byłam z nią przez całą ciążę. Gdy urodziła, postanowiłam dać im trochę czasu, by pobyli w rodzinnym gronie. Minęło 5 lat, a ja dziecko widziałam tylko na instagramie. Wykręcała się tym, że jest zmęczona, że dziecko to, dziecko tamto, aż w końcu powiedziała mi, że będąc mamą, średnio widzi jej się ,,bujać'' z osobą bezdzietną. Ja nie przepadam za dziećmi, ale, do cholery, znałam tę dziewczynę od piaskownicy i zawsze jej powtarzałam, że jakiej decyzji by nie podjęła, ja przy niej będę. No i niestety, jak teraz czytam opowieści matek o tym, jak odsuwają się od nich znajomi po urodzeniu dziecka, to tylko prycham pod nosem.
Ale menda z tej koleżanki. Jak trzeba było robić za taxi, to jej nie przeszkadzało, że jesteś bezdzietna...kiciakociaaa2137 pisze: ↑czw paź 22, 2026 11:17 am Dużo mówi się o tym, jak to po urodzeniu dziecka przyjaciele się od ciebie odsuwają... u mnie było odwrotnie. Przyjaźniłam się z osobą, która zaszła w ciążę, przez cały ten okres woziłam ją na badania, gdy jej mąż nie mógł, pomagałam w przygotowywaniu pokoiku dla dziecka, organizowałam baby shower, byłam z nią przez całą ciążę. Gdy urodziła, postanowiłam dać im trochę czasu, by pobyli w rodzinnym gronie. Minęło 5 lat, a ja dziecko widziałam tylko na instagramie. Wykręcała się tym, że jest zmęczona, że dziecko to, dziecko tamto, aż w końcu powiedziała mi, że będąc mamą, średnio widzi jej się ,,bujać'' z osobą bezdzietną. Ja nie przepadam za dziećmi, ale, do cholery, znałam tę dziewczynę od piaskownicy i zawsze jej powtarzałam, że jakiej decyzji by nie podjęła, ja przy niej będę. No i niestety, jak teraz czytam opowieści matek o tym, jak odsuwają się od nich znajomi po urodzeniu dziecka, to tylko prycham pod nosem.
U mnie podobnie, chociaż trochę inaczej ;- ) Wieloletnia przyjaciółka, matka dwójki dzieci. Często nie ma czasu bo dzieci, ale jak trwoga to do boga, czyli do mnie. Jak potrzebuje się poradzić to ma czas zadzwonić, ale jak przyjeżdżam w jej okolice do domu rodzinnego i specjalnie ustawiam wyjazd tak żeby miała dzieci w placówkach to ona nie może się spotkać, w żaden dzień, a tych dni do dyspozycji mam na przykład cztery. O moim przyjeździe wie z miesięcznym wyprzedzeniem. Nie rozumiem tego, to jak nie mam dzieci to jestem jakaś gorsza i nie warto na mnie tracić czasu? Myślę, że Twoja przyjaciółka jeszcze sobie o Tobie przypomni jak będzie miała jakiś interes.kiciakociaaa2137 pisze: ↑czw paź 22, 2026 11:17 am Dużo mówi się o tym, jak to po urodzeniu dziecka przyjaciele się od ciebie odsuwają... u mnie było odwrotnie. Przyjaźniłam się z osobą, która zaszła w ciążę, przez cały ten okres woziłam ją na badania, gdy jej mąż nie mógł, pomagałam w przygotowywaniu pokoiku dla dziecka, organizowałam baby shower, byłam z nią przez całą ciążę. Gdy urodziła, postanowiłam dać im trochę czasu, by pobyli w rodzinnym gronie. Minęło 5 lat, a ja dziecko widziałam tylko na instagramie. Wykręcała się tym, że jest zmęczona, że dziecko to, dziecko tamto, aż w końcu powiedziała mi, że będąc mamą, średnio widzi jej się ,,bujać'' z osobą bezdzietną. Ja nie przepadam za dziećmi, ale, do cholery, znałam tę dziewczynę od piaskownicy i zawsze jej powtarzałam, że jakiej decyzji by nie podjęła, ja przy niej będę. No i niestety, jak teraz czytam opowieści matek o tym, jak odsuwają się od nich znajomi po urodzeniu dziecka, to tylko prycham pod nosem.