Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Kolejność urodzenia/rodzeństwo

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
chleb_ze_smalcem
RealDiamond
Posty: 753
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Re: Kolejność urodzenia/rodzeństwo

Post autor: chleb_ze_smalcem »

g_nine pisze: śr sie 19, 2026 12:11 pm Jestem jedynaczką i jako dziecko byłam bardzo zazdrosna. Cieszyłam się, że nie mam rodzeństwa, nie musiałam dzielić się zabawkami i uwaga rodziców była skupiona tylko na mnie. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że coś ważnego mnie jednak ominęło w kontekście rozwoju charakteru, np. w takich obszarach jak dzielenie się czy szukanie kompromisu. Kiedy uczy się tego dziecko poprzez relacje z rodzeństwem, to chyba przychodzi to łatwiej niż kiedy jest się nastolatkiem/młodym dorosłym i wymusza to otoczenie.
Zawsze jednak trochę idealizowałam relacje między rodzeństwem i wydawało mi się, że jak już ktoś ma brata lub siostrę to jest to równoznaczne z tym, że ma najlepszego przyjaciela na całe życie. Lubiłam słuchać, gdy moi znajomi opowiadali o swoich relacjach z rodzeństwem i niestety tylko garstka z nich ma taką dobrą więź, jaką uważałam za oczywisty standard.
Teraz niektórzy z moich znajomych zaczynają wchodzić w etap, kiedy traci się rodziców i jak słucham o kłótniach z rodzeństwem o spadek, to zaczynam myśleć, że może to jednak lepiej, że jestem jedynaczką, chociaż, z drugiej strony, rodzeństwo jest się też w stanie podzielić opieką nad starszymi rodzicami, a u mnie nie ma takiej możliwości.
Każdy wariant ma plusy i minusy i chyba nie umiem się zdecydować, czy w ostatecznym rozrachunku to dobrze, że nie mam rodzeństwa, czy jednak moje życie mogłoby być lepsze i pełniejsze.
A swoją drogą, kto z Was może faktycznie powiedzieć, że brat/siostra jest Waszym najlepszym przyjacielem?
Ja mam rodzeństwo a nie lubię i nigdy nie lubiłam się dzielić i zawsze byłam zazdrosna. Ludzie myśleli, że jestem jedynaczką.
To też zależy od rodziców czy nauczą dzieci jak się dzielić, moi mieli na to wywalone. Byłam jedynym dzieckiem przez jakiś czas, oczkiem w głowie a później pojawiło się rodzeństwo i cała rodzina się zachwycała a ja czułam się totalnie olana. Więc posiadanie rodzeństwa nie zachwycało mnie wtedy. Dziś mamy średnie kontakty. Tzn nic do siebie nie mamy ale też nie jesteśmy jakoś blisko. Rzadko rozmawiamy.
Aleksandra_18
Koczkodan
Posty: 109
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

Lkjhgfd pisze: wt sie 18, 2026 6:39 pm O, jako też trzecia to mnie chyba niczego nie nauczyli poza tym, że mama usiadła ze mną tylko do alfabetu i odmiany przez przypadki xd Pływać uczył mnie dziadek i wuefistka, pisać, czytać i tabliczki mnożenia siostra, jeździć na rowerze wujek, a tak to albo sama coś rozkminiałam, albo ktoś z dalszej rodziny nie mógł patrzeć jak czegoś nie potrafię i ogarniał temat, a gotować nauczyłam się z youtuba xd Nie przypominam sobie żadnego nauczania od rodziców. Moje rodzeństwo już w gimnazjum normalnie było uczone w domu gotowania, pieczenia ciast, a jak ja chciałam to nie mogłam, potem tylko słuchałam, że jak oni byli w moim wieku to już robili to i tamto, a ja nie xd Pomimo wszystko jakoś mniej więcej wyszłam na ludzi bez ich pomocy. Czasami sobie myślę jak by wyglądało moje życie jakbym była zaopiekowanym i zadbanym dzieckiem :p
Ja jestem jedynaczką a miałam bardzo podobnie xd jedynie do sprzątania byłam zaganiana, więc jak się wyprowadziłam na studia to wiedziałam jak obsłużyć pralkę i umyć podłogę, w przeciwieństwie do niektórych pierwszoroczniaków :') ale np. gotowania uczyłam się po części sama, a po części z pomocą chłopaka, matka mnie wyganiała za każdym razem z kuchni "bo przeszkadzam i syf robię", więc oprócz obrania ziemniaków, ugotowania ich i usmażenia jajecznicy nie umiałam nic. Oczywiście były pretensje, że ona w moim wieku to już robiła trzydaniowy obiad dla rodziny xd.
Na rowerze uczył mnie jeździć ojciec, ale bardzo źle wspominam te "nauki" i do dziś tak średnio jeżdżę, zresztą nie przepadam. Pływać się nie nauczyłam nigdy xd
Z wieloma rzeczami byłam trochę samoukiem, bo rodzice mieli to gdzieś, a dalszej rodziny nie miałam na podorędziu, bo w dzieciństwie mieszkałam poza Polską.
stokrotkapolna1234
Szarlotta
Posty: 444
Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm

Post autor: stokrotkapolna1234 »

g_nine pisze: śr sie 19, 2026 12:11 pm Jestem jedynaczką i jako dziecko byłam bardzo zazdrosna. Cieszyłam się, że nie mam rodzeństwa, nie musiałam dzielić się zabawkami i uwaga rodziców była skupiona tylko na mnie. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że coś ważnego mnie jednak ominęło w kontekście rozwoju charakteru, np. w takich obszarach jak dzielenie się czy szukanie kompromisu. Kiedy uczy się tego dziecko poprzez relacje z rodzeństwem, to chyba przychodzi to łatwiej niż kiedy jest się nastolatkiem/młodym dorosłym i wymusza to otoczenie.
Zawsze jednak trochę idealizowałam relacje między rodzeństwem i wydawało mi się, że jak już ktoś ma brata lub siostrę to jest to równoznaczne z tym, że ma najlepszego przyjaciela na całe życie. Lubiłam słuchać, gdy moi znajomi opowiadali o swoich relacjach z rodzeństwem i niestety tylko garstka z nich ma taką dobrą więź, jaką uważałam za oczywisty standard.
Teraz niektórzy z moich znajomych zaczynają wchodzić w etap, kiedy traci się rodziców i jak słucham o kłótniach z rodzeństwem o spadek, to zaczynam myśleć, że może to jednak lepiej, że jestem jedynaczką, chociaż, z drugiej strony, rodzeństwo jest się też w stanie podzielić opieką nad starszymi rodzicami, a u mnie nie ma takiej możliwości.
Każdy wariant ma plusy i minusy i chyba nie umiem się zdecydować, czy w ostatecznym rozrachunku to dobrze, że nie mam rodzeństwa, czy jednak moje życie mogłoby być lepsze i pełniejsze.
A swoją drogą, kto z Was może faktycznie powiedzieć, że brat/siostra jest Waszym najlepszym przyjacielem?
Mam dwójkę rpdzenstwa. W dzieciństwie faktycznie spędzaliśmy caly czas razem ale od momentu dojrzewania zaczęły sie kłótnie i kazdy zyje swoim zyciem. Składamy sobie życzenia na święta, jesli akurat spotkamy sie przy okazji odwiedzin u rodziców to zapytamy siebie co słychać ale na tym koniec
shanxy
Gacie z oceanu
Posty: 40
Rejestracja: śr wrz 24, 2025 10:34 am

Post autor: shanxy »

Ja jestem jedynaczką i bardzo brakuje mi rodzeństwa, by pogadać z kimś kto by zrozumiał. Nie byłam i nie jestem rozpieszczana przez rodziców jak to stereotypowo ludzie zakładają.
Za to mój mąż ma dwójkę rodzeństwa - starszego brata i młodszą siostrę. Wydaje mi się, że on jest najgorzej traktowany - zawsze największa odpowiedzialność, jego potrzeby nie są tak ważne, dużo więcej jest "wybaczane" bratu i siostrze. Także przykre to jest.