Otóż kupiłam mieszkanie którego ogarnięcie po patoli zajęło mi prawie 2 lata, jestem freelancerem i żyje sama więc naprawdę było cholernie ciężko z przerywanymi zleceniami etc „. W między czasie zaliczyłam jeszcze 2 prywatne operacje których NFZ nie pokrywa. Zero wsparcia z zewnątrz. To wszystko było takim naprawianiem po patologicznej rodzinie.
To moje pierwsze mieszkanie, nigdy nie mieszkałam sama w ogóle. Mega stres i ogromne wydatki na start, pensja dosłownie znikała z mojego konta, wiadomo.
Wiecie, dookoła sami tacy całkiem nieźle ustawienie emeryci, jeszcze były jakieś takie teksty że takie brzydkie mieszkanie, lepiej kupić coś ładnego a bo moje dzieci to mają domy, i w ogóle że tyle mi to zajmuje xD
Wprowadziłam się wreszcie jakiś czas temu i dosłownie miałam pięć dni spokoju. Bo szóstego słyszę naparzanie w moje drzwi starej sąsiadki która już wcześniej ciągle z czymś przychodziła więc lampka z automatu paliła mi się w głowie. Krzyczała że zalewam jej mieszkanie…
Problem w tym że u mnie bo nie było żadnej wody.
Otworzyłam jej dosłownie z tętnem 200 i pokazuje że u mnie nic nie ma. Ale mówię że by zadzwoniła na awaryjne do wspólnoty i sama też zaraz zawołałam hydraulików z rana. Tamta się drze ONA NIGDZIE DZWONIĆ NIE BEDZUE. Ale przyjechali, Problem w tym że ci wtedy żadnego wycieku nie znaleźli . Tylko że niby jakieś stare zacieki są na suficie i tyle. Jeden się nawet zaśmiał że może kobita chce wyciągnąć ubezpieczenie czy coś.
No ale ta ona dalej że leci i leci, tamci że nic nie ma, więc mówię halo, czy ona ma jakąś demencję? Cokolwiek? W końcu przyjechał jeszcze facet z instytucji socjalnej żeby zobaczyć o co z nią chodzi. Pomyślałam że może oni to Ogarną..
I wyszło niby że ten sufit dalej był mokry rzeczywiście, ściągnęłam część płytek z łazienki, wyszło że jest wada ukryta bo facet sobie robił wcinki w rurze amatorsko i to po prostu je..o. Nie jemu bo chyba pijak nigdy nie korzystał z pralki czy kuchni - tylko mi
No i tak zamiast spokoju to dalej skończyłam w takiej nerwicy, że budzę się na sam dźwięk jak jakaś biedronka czy inny owad stuknie o szybę… bo nie jestem w stanie opisać ile rzeczy naprawia tym typie, których nie było widać pierwszy rzut oka. Nie ukrywam że kupiłam to w akcie desperacji i normalnie mając lepszą sytuację nawet bym nie spojrzała na ten lokal. No ale zrobiłam z niego co mogłam najlepsze. Starałam się zachować zgodnie z procedurami no gdyby była jakaś sprawa sadowa wiadomo… oczywiście w tym samym czasie siedziałam kompletnie sama bez żadnego wsparcia. Już wiedziałam że reputacja kompletnie zepsuta, kobieta(lat ok 70) tam do pracownika wyzywała od psycholek które nie chcą z nią rozmawiać , darła się na cały korytarz i rozpowiadała wszystkim.
Ostatnio załatwiałam sprawę na zewnątrz i mnie dorwała i zrobiła mi wykład że kiedy to będzie zrobione, ja mówię że przy tym co były właściciel nawywijał to jeszcze trochę, ta wykład że ona to robiła cały remont generalny, no pieniądze trzeba wydać, jakbym wydawszt 200 tys na to z jednej pensji była jakimś lumpem xD i ona to się nie czepiała poprzedniego właściciela o zaniedbania (podejrzewam że było to jakoś 40 lat temu w innych okolicznościach ekonomicznych ale ok xD) i w ogóle… i zaczyna jakieś takie emocjonalne gadki
że jej to nie obchodzi ten sufit (aha) tylko ona to ma pretensje i żal do mnie że zawołałam tych wszystkich ludzi i socjal zamiast po prostu z nią porozmawiać po sąsiedzku - jak toksyczna matka xD i zaraz zaczęła jak poszłam ujadać z innymi sąsiadami.
Nie za bardzo wiem co mam odpowiedzieć no jeśli ten sufit nie przeszkadza no to kurde fajnie że jej się powodzi bo gdyby mi ktoś zalał to byłabym w panice a nie myślała o jakichś mind games… szczególnie że jestem osobą tak spanikowana na punkcie wyrządzenia komuś takiej szkody że jeszcze jakieś dwa tygodnie wcześniej jak nie byłam pewna czy zakręciłam kurki a nie mogłam tam podjechać to po prostu dzwoniłam też po jakichś centralach czy były zgłoszenia zapłakana
Dodam że wcześniej miałam jeszcze okropne problemy z ekipą którą mi ktoś polecił i którą po prostu musiałam wygonić bo masakra nawet nie chce mi się tego opowiadać. Dopiero wybranie przeze mnie specjaliści jakoś ogarnęli. Ale to strasznie eskalowało i też nie wiadomo czy się nie skończy w sądzie