Mam obecnie na pokładzie 5-tygodniaka i chcę od razu zaznaczyć - bardzo go kocham i ogromnie się cieszę, że jest z nami.
Ale jednocześnie nie sądziłam, że macierzyństwo będzie dla mnie wyglądało właśnie tak. Bardzo lubiłam swoją rutynę sprzed dziecka, swoją niezależność, możliwość wyjścia, zrobienia czegoś spontanicznie czy po prostu pobycia samej ze sobą.
Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że chciałabym, żeby synek był już większy. Chociaż miał roczek. Mam wrażenie, że wtedy byłoby trochę łatwiej. Czas teraz płynie mi niesamowicie wolno i łapię się na tym, że odliczam kolejne dni. A znowu zdaję sobie sprawę z tego że za rok będę już starsza, będzie trzeba wrócić do pracy.
I mam przez to wyrzuty sumienia, bo przecież wiem, że ten czas już nie wróci.
Czy któraś z Was też tak miała na początku? Czy to mija? Chętnie poczytam, że nie jestem z tym sama