Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
kończąc ot, to może być też naruszona bariera hydrolipidowa, spróbuj np. cicaplastu. niestety ciężko trafić na dobrego dermatologa, więc może nawet nie sprawdzili twojej skóry w tym kierunku
-
Aleksandra_18
- PsychoFanka
- Posty: 99
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Odpowiem zbiorczo wszystkim, bo nie chcę dodatkowo zaśmiecać wątku - byłam i u dermatologów i kosmetologów, i niestety nic to nie dało. Na razie sobie dałam spokój, bo to to dla mnie było wydawanie kasy na kolejne konsultacje i niedziałające specyfiki. Zabiegów wtedy żadnych nie robiłam, bo byłam niepełnoletnia (później ledwo co 18 lat skończone) i nie chciałam ingerować - czy to dobrze, nie wiem, ale wtedy miałam takie myślenie.
- agbmrctorakwin
- LouiBag
- Posty: 313
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Zmieniając temat: Moja niepopularna opinia jest taka, że to nie brak możliwości intelektualnych odcina seniorów od świata, tylko nasza znieczulica, którą zamieniliśmy w kłamstwo, że "oni się już nie nauczą”. Prawda jest taka, że mnóstwo starszych osób bardzo chce ogarniać aplikacje, bankowość czy komunikatory, bo widzą, że bez tego stają się niesamodzielni. Problemem nie jest ich wiek, tylko strach przed naszą reakcją - boją się, że zostaną wyśmiani, że usłyszą ciężkie westchnienie albo że ktoś po raz kolejny powie im że "to przecież proste”. To nasze przewracanie oczami i brak empatii sprawiają, że oni się wycofują i wolą milczeć, niż narazić się na bycie ocenionym jako "ciężar”. Skazujemy miliony ludzi na cyfrową izolację i wieczne proszenie się o pomoc w najprostszych sprawach tylko dlatego, że nie chce nam się poświęcić czasu na spokojne tłumaczenie bez irytacji w głosie. To nie jest kwestia starych przyzwyczajeń, tylko naszego egoizmu, przez który seniorzy czują się niepotrzebni i odcięci od podstawowych usług
Zgadzam się. Na studiach pracowałam na recepcji w przychodni i przyszła kiedyś w poniedziałek pani ok. 80 lat na rehabilitację i przy okazji płacenia za wizytę zapytała, czy mogę jej wyłączyć radio w telefonie, bo słuchała w aplikacji i zapomniała jak to się wyłącza. Więc cały dzień od niedzieli do wizyty w poniedziałek rano miała to radio włączone, tylko wyciszone... I spokojnie pokazałam jej jak zamknąć aplikacje i ona mi tak wtedy dziękowała, powiedziała, że wstydziła się zapytać np. młodszego sąsiada.agbmrctorakwin pisze: ↑pt mar 13, 2026 2:04 pm Zmieniając temat: Moja niepopularna opinia jest taka, że to nie brak możliwości intelektualnych odcina seniorów od świata, tylko nasza znieczulica, którą zamieniliśmy w kłamstwo, że "oni się już nie nauczą”. Prawda jest taka, że mnóstwo starszych osób bardzo chce ogarniać aplikacje, bankowość czy komunikatory, bo widzą, że bez tego stają się niesamodzielni. Problemem nie jest ich wiek, tylko strach przed naszą reakcją - boją się, że zostaną wyśmiani, że usłyszą ciężkie westchnienie albo że ktoś po raz kolejny powie im że "to przecież proste”. To nasze przewracanie oczami i brak empatii sprawiają, że oni się wycofują i wolą milczeć, niż narazić się na bycie ocenionym jako "ciężar”. Skazujemy miliony ludzi na cyfrową izolację i wieczne proszenie się o pomoc w najprostszych sprawach tylko dlatego, że nie chce nam się poświęcić czasu na spokojne tłumaczenie bez irytacji w głosie. To nie jest kwestia starych przyzwyczajeń, tylko naszego egoizmu, przez który seniorzy czują się niepotrzebni i odcięci od podstawowych usług
- agbmrctorakwin
- LouiBag
- Posty: 313
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Pracując w sklepie odzieżowym też miałam takie sytuacje. Często pomagałam klientom zakładać aplikacje naszego sklepu (należało to do naszych obowiązków) i starsi klienci pytali wtedy przy okazji czy mogłabym im coś ustawić w telefonie bo sami nie mogą sobie z tym poradzić. Domyślam się, że spora część z nich miała dzieci, wnuki czy inne bliskie osoby które też wiedziałyby jak to zrobić - ale z jakiegoś powodu, woleli zwrócić się do obcej osoby niż do bliskichClarion pisze: ↑pt mar 13, 2026 2:12 pm Zgadzam się. Na studiach pracowałam na recepcji w przychodni i przyszła kiedyś w poniedziałek pani ok. 80 lat na rehabilitację i przy okazji płacenia za wizytę zapytała, czy mogę jej wyłączyć radio w telefonie, bo słuchała w aplikacji i zapomniała jak to się wyłącza. Więc cały dzień od niedzieli do wizyty w poniedziałek rano miała to radio włączone, tylko wyciszone... I spokojnie pokazałam jej jak zamknąć aplikacje i ona mi tak wtedy dziękowała, powiedziała, że wstydziła się zapytać np. młodszego sąsiada.![]()
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1792
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Firma, w której kiedyś pracowałam robiła stronę czy apkę dla klienta, ułatwiającą płacenie rachunków. Nie była to strona rządowa ani instytucji publicznej. Od strony projektatna padła propozycja, żeby wzdrożyć wszystkie te zalecenia dotyczące dostępności, które mają strony rządowe (powiększanie tekstu, kontrasty). Powód był taki, że spory % klientów firmy to byli seniorzy. Oczywiście zostało to uwalone na etapie koncepcji przez jakąś laskę, która miała gdzieś ten % użytkowników. Z nikim tego nie konsultowała, nie zbadała czy jest taka potrzeba wśród klientów. Jedno "pie.dolimy to..." i po sprawie. Ogólnie tam każdy pomysł projektanta na użyteczność dla ludzi w różnym wieku był torpedowany, bo "nie takie są założenia, będzie brzydko, itp.". Zero profesjonalizmu, oby tylko wypchnąć. Od stronych technicznej nie był to dla nas żaden problem. Wystarczło chcieć.agbmrctorakwin pisze: ↑pt mar 13, 2026 2:04 pm Zmieniając temat: Moja niepopularna opinia jest taka, że to nie brak możliwości intelektualnych odcina seniorów od świata, tylko nasza znieczulica, którą zamieniliśmy w kłamstwo, że "oni się już nie nauczą”. Prawda jest taka, że mnóstwo starszych osób bardzo chce ogarniać aplikacje, bankowość czy komunikatory, bo widzą, że bez tego stają się niesamodzielni. Problemem nie jest ich wiek, tylko strach przed naszą reakcją - boją się, że zostaną wyśmiani, że usłyszą ciężkie westchnienie albo że ktoś po raz kolejny powie im że "to przecież proste”. To nasze przewracanie oczami i brak empatii sprawiają, że oni się wycofują i wolą milczeć, niż narazić się na bycie ocenionym jako "ciężar”. Skazujemy miliony ludzi na cyfrową izolację i wieczne proszenie się o pomoc w najprostszych sprawach tylko dlatego, że nie chce nam się poświęcić czasu na spokojne tłumaczenie bez irytacji w głosie. To nie jest kwestia starych przyzwyczajeń, tylko naszego egoizmu, przez który seniorzy czują się niepotrzebni i odcięci od podstawowych usług
Pozwolę sobie się nie zgodzić. W swojej pracy mam bardzo częsty kontakt seniorami i zauważam, że oni po prostu nie chcą uczestniczyć w życiu i uczyć się nowych rzeczy a bardzo często też "zapominają" o rzeczach, których się już kiedyś nauczyli, a przynajmniej powinni jeśli funkcjonowali w społeczeństwie. Nie wiem czy to wynika z ich samopoczucia, gorszej siły i może trochę z frustracji że wszystko już za nimi a widzą młodych, sprawnych ludzi, ale razi mnie strasznie brak kultury u starszych osób, brak powiedzenia dzień dobry, do widzenia, proszę, człowiek ma się domyślać co oni mają na myśli, na zwrócenie uwagi reagują często agresją, o braku higieny nie wspomnę co też jest brakiem szacunku, bo skoro wychodzisz z domu to powinieneś też mieć siłę się umyć. Naprawdę, seniorzy to bardzo trudna kategoria wiekowa i każdy kto ma do czynienia z nimi częściej mówi to samo, trzeba im okazywać ogrom wyrozumiałości a i to często nie wystarcza i jest bardzo wyczerpujące na dłuższą metę. Oczywiście są osoby, które chcą i to po nich widać, wtedy jasne, warto ich wprowadzać ale moim zdaniem w większości przypadków to nie do przeskoczenia.agbmrctorakwin pisze: ↑pt mar 13, 2026 2:04 pm Zmieniając temat: Moja niepopularna opinia jest taka, że to nie brak możliwości intelektualnych odcina seniorów od świata, tylko nasza znieczulica, którą zamieniliśmy w kłamstwo, że "oni się już nie nauczą”.
Nie wiem z czego konkretnie to wynika, ale ogrom kobiet uwielbiam robić z siebie meczennice, twierdzą, ze cierpienie uszlachetnia, a przynajmniej taka narrację budują.
Ile w sm mamy facetów, którzy buduja swoje zasięgi na cierpieniu, byciu ofiarą?
Też to prawie zawsze kobiety pokazują jak opiekują sie chorymi, niepełnosprawnymi dziećmi, rzadko widać takie konta w sm mężczyzn.
Mysle, ze to kobiety chca przekonać wszystkich, ze jak cierpisz i sie poświęcasz to jesteś wyjątkowo dobrym człowiekiem, zasługujesz na zachwyty, wsparcie.
Jakby nie bylo to i tak powidziwam kobiety ktorych sytuacja życiowa zmusiła np do opieki nad chorym i dają radę!! Ale ta cala otoczka, przykład to zaczytana querida
Ile w sm mamy facetów, którzy buduja swoje zasięgi na cierpieniu, byciu ofiarą?
Też to prawie zawsze kobiety pokazują jak opiekują sie chorymi, niepełnosprawnymi dziećmi, rzadko widać takie konta w sm mężczyzn.
Mysle, ze to kobiety chca przekonać wszystkich, ze jak cierpisz i sie poświęcasz to jesteś wyjątkowo dobrym człowiekiem, zasługujesz na zachwyty, wsparcie.
Jakby nie bylo to i tak powidziwam kobiety ktorych sytuacja życiowa zmusiła np do opieki nad chorym i dają radę!! Ale ta cala otoczka, przykład to zaczytana querida
ᴘʀɪᴍᴀᴅᴏɴɴᴀ ɢɪʀʟ, ʏᴇᴀʜ ᴀʟʟ ɪ ᴇᴠᴇʀ ᴡᴀɴᴛᴇᴅ ᴡᴀꜱ ᴛʜᴇ ᴡᴏʀʟᴅ
Wraz z pojawieniem się wiosny uświadomiłam sobie swoją kolejną niepopularna opinię - nie lubię lasów, przebywanie w lesie mnie dołuje, zamiast wpływać pozytywnie na nastrój, jak się powszechnie uważa. Jakaś oświetlona polanka spoko, ale gęsty las w którym jest mało światła i nie widzę przestrzeni to dla mnie nic przyjemnego. Nie mam klaustrofobii, ale jak już wybywam poza miasto to chce widzieć przestrzeń, niebo, horyzont.
Ja to lubię las z dalekag_girl pisze: ↑sob mar 14, 2026 12:20 pm Wraz z pojawieniem się wiosny uświadomiłam sobie swoją kolejną niepopularna opinię - nie lubię lasów, przebywanie w lesie mnie dołuje, zamiast wpływać pozytywnie na nastrój, jak się powszechnie uważa. Jakaś oświetlona polanka spoko, ale gęsty las w którym jest mało światła i nie widzę przestrzeni to dla mnie nic przyjemnego. Nie mam klaustrofobii, ale jak już wybywam poza miasto to chce widzieć przestrzeń, niebo, horyzont.
O jezu tak, zapomniałam o tym całym robactwie.
Jak widzę co chwilę artykuły ja pudelku o kolejnej celebrytce, która ma dom w lesie to zastanawiam się jak dużo insektów wchodzi jej do domu każdego dnia. Juz mieszkając na parterze w centrum miasta potrafi być masakra z robakami, a co dopiero w środku lasu. Wiem że są różne środki którymi można opryskać ściany i moskitiery, ale wątpię żeby w takim przypadku były w 100% skuteczne. Mając tyle kasy co taka Wieniawa wolałabym kupić sobie ogromną działkę w górach i tam sobie postawić dom z widokiem na okolicę.
W tym roku kleszczy powinno być mniej bo nas zima dobrze wymroziła.
Ja lubię las, chociaż bardziej polanki pod lasem. Zaś sam las mnie przeraża, wydaje się złowrogi. Ciemno, te odgłosy zwierząt z każdej strony, szum.
Ja lubię las, chociaż bardziej polanki pod lasem. Zaś sam las mnie przeraża, wydaje się złowrogi. Ciemno, te odgłosy zwierząt z każdej strony, szum.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
- berry blast
- Trening tenisa
- Posty: 2778
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
A widzisz ! Oby
- agbmrctorakwin
- LouiBag
- Posty: 313
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Jak już ktoś zaczął temat robactwa to niesamowicie boję się chrabąszczy XDD Do takiego stopnia, że jak jest na nie sezon w maju/czerwcu to nie wychodzę przy zachodzie słońca na spacery z psami. Mimo, że nie gryzą i nie są szkodliwe to nie lubię tego jak latają blisko głowy, raz jeden mi się wplątał włosy i myślałam że zawału dostanę i zaczęłam machać głową jak opętana XDD Słyszałam opinie, że dla niektórych są one "urocze" bo wyglądają z bliska jak słodkie zwierzątka, ja nie podzielam tej fascynacji
No tak się mówi, że jak mroźna zima to trochę mniej kleszczy. Nie wiem gdzie mieszkasz więc nie wiem jaka była pogoda. Kot który do mnie przychodzi póki co nie przyniósł żadnego.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
One są przeokropne, ja sie w lato też ich boję. Ten dźwięk...agbmrctorakwin pisze: ↑sob mar 14, 2026 3:40 pm Jak już ktoś zaczął temat robactwa to niesamowicie boję się chrabąszczy XDD Do takiego stopnia, że jak jest na nie sezon w maju/czerwcu to nie wychodzę przy zachodzie słońca na spacery z psami. Mimo, że nie gryzą i nie są szkodliwe to nie lubię tego jak latają blisko głowy, raz jeden mi się wplątał włosy i myślałam że zawału dostanę i zaczęłam machać głową jak opętana XDD Słyszałam opinie, że dla niektórych są one "urocze" bo wyglądają z bliska jak słodkie zwierzątka, ja nie podzielam tej fascynacji
moja niepopularna opinia: pary/małżeństwa które szukają wrażeń keksualnych praktykując swingowanie, trójkąty itp to pary którym „czegoś” brakuje (keksualnie, w związku na poziomie relacji, komunikacji, życia codziennego) i tą praktyką próbują nadrobić/zatuszować owy brak w relacji. Co sądzicie o tym? jestem ciekawa, bo spodziewam się bardziej luźnych głosów w tym temacie. Dla mnie to nie jest luz, otwartość a przekroczenie granic, które są zarezerwowane dla związku, partnera. Oczywiście są w związku granice przepuszczalne, półprzepuszczalne i nieprzepuszczalne -właśnie do tej trzeciej granicy zaliczam temat swingersów. Mając chęć spróbowania czegos w trojkącie, pierw zapytałabym się skąd wynika u mnie taka chęć - czy może wkradła się nuda? czy może w czymś nie wystarcza mi partner i liczę ze taki eksperyment mnie/jego ożywi?
druga moja niepopularna opinia: mówienie wszędzie i wszystkim jaką ma się chcice, jak to się by poru*chalo, jak to się ma zakwasy po ru*chaniu, sprowadzanie wszystkiego do erotyki, keksu czy to poprzez sprośne „zabawne” komentarze czy skojarzenia jest dla mnie odpychające i męczące
po prostu przesyt. Nie mówię tu o tematyce FIZJOLOGII, BIOLOGII człowieka i robienia z tematu keksu tabu, ale właśnie o skrajności. Może jestem nakręcona, ale mam w swoim gronie taką kobietę - przykład: mówisz o zapotrzebowaniu białka, a ona zaczyna się uśmiechać i podśmiechiwać ze dziś już miała białko rano, ale może na wieczór tez się uda. OK ROZUMIEM JEDEN ŻART. ale to kobieta, która będąc w jej gronie to jest na porządku dziennym. Siedzicie, pijecie kawę „ale bym wyru*chala kogoś, wszystko - mam taka chcice, a mój mąż już nie daje rady”. Kolejny przykład: chodzi na siłownie, ale nie może robić przysiadów z obciążeniem bo się jej uda tak zaciskają i miejsca intymne ze jest w stanie dojść. OK ROZUMIEM, może tak ma. Ale to, że akurat to pada z jej ust, gdzie takie bycie ostentacyjnym keksualnie w każdej rozmowie jest na porządku dziennym, to mam takie chryste dobrze ze nie dochodzisz podczas jazdy rowerem
czy rozumiecie moje spostrzeżenie? Spotkaliście sie z takim czymś? W pewnym momencie poczułam ze jest tego dla mnie za dużo (?). I to nie jest obrzydliwy mężczyzna po 50 typowy, „wuj z wesela” ale kobieta w moim wieku, a wiedząc ze muszę przebywać w jej gronie mam przed oczami 50letniego wuja z wesela 
I tak, rozmawiam np z przyjaciółkami na tematy keksualne, słucham ich bądź radzę się - tutaj to moje obrzydzenie nie występuje i nie uważam tego za coś obleśnego.
druga moja niepopularna opinia: mówienie wszędzie i wszystkim jaką ma się chcice, jak to się by poru*chalo, jak to się ma zakwasy po ru*chaniu, sprowadzanie wszystkiego do erotyki, keksu czy to poprzez sprośne „zabawne” komentarze czy skojarzenia jest dla mnie odpychające i męczące
I tak, rozmawiam np z przyjaciółkami na tematy keksualne, słucham ich bądź radzę się - tutaj to moje obrzydzenie nie występuje i nie uważam tego za coś obleśnego.
moja kolejna niepopularna (a może nie aż tak niepopularna?) opinia: większość ludzi nie mówi tego co szczerze myśli/uważa ze względu na to by nie zostać wykluczonym, bądź nielubianym. Ludzie wola powiedzieć w gronie bliskich osób (rodzina, przyjaciele) to co chcą te osoby usłyszeć. Mówienie prawdy, nagiej prawdy - tak jak się uważa bez owijania czegos w lukier - spowodowałoby ze ludzie byliby samotnikami. Bądź relacje nie trwałyby zbyt długo. Krótko mówiąc: hamujemy się i gryziemy w język częściej niż nie. Uważam ze właśnie dotyczy to przyjaciół, znajomych i rodziny. W związku możemy sobie mówić co chcemy, bo jest miłości i uczucie, wiec wychodzimy z założenia ze to mocny fundament relacji, a wiec można sobie pozwolić na szczerość - bo szczerość nie zawali w tym przypadku relacji, a wzmocni. Co sądzicie?
Kolejna moja opinia: dobranie się w pare i bycie w związku z kimś jest trudniejsze niż bycie w samotności.
Kolejna moja opinia: dobranie się w pare i bycie w związku z kimś jest trudniejsze niż bycie w samotności.
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1792
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
1. Zgadzam się z tobą, dlatego lepiej otaczać się ludźmi, z którymi można szczerze pogadać, którzy nie obrabiają tyłka, nie śmieszują na siłę. Kupę lat zajęło mi dojście do tego, że jeśli ktoś mi nie odpowiada, to nie muszę wchodzić z nim w głębsze rozmowy czy interakcje. Nie oznacza to, że mam być niemiła lub unikać specjalnie tej osoby. Po prostu nie z każdym warto łapać zażyłość.samcukier pisze: ↑sob mar 14, 2026 6:44 pm moja kolejna niepopularna (a może nie aż tak niepopularna?) opinia: większość ludzi nie mówi tego co szczerze myśli/uważa ze względu na to by nie zostać wykluczonym, bądź nielubianym. Ludzie wola powiedzieć w gronie bliskich osób (rodzina, przyjaciele) to co chcą te osoby usłyszeć. Mówienie prawdy, nagiej prawdy - tak jak się uważa bez owijania czegos w lukier - spowodowałoby ze ludzie byliby samotnikami. Bądź relacje nie trwałyby zbyt długo. Krótko mówiąc: hamujemy się i gryziemy w język częściej niż nie. Uważam ze właśnie dotyczy to przyjaciół, znajomych i rodziny. W związku możemy sobie mówić co chcemy, bo jest miłości i uczucie, wiec wychodzimy z założenia ze to mocny fundament relacji, a wiec można sobie pozwolić na szczerość - bo szczerość nie zawali w tym przypadku relacji, a wzmocni. Co sądzicie?
Kolejna moja opinia: dobranie się w pare i bycie w związku z kimś jest trudniejsze niż bycie w samotności.
2. Też się zgadzam. Ale te trudności związkowe są zupełnie innego rodzaju niż trudności związane z byciem w pojedynkę. W związku na dłuższą metę nie można udawać, nawet samemu przed sobą. Partner widzi nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Wiele osób nie chce / boi się tego odsłonięcia przed kimś, a bez tego związek nie przetrwa. Tak samo po tym odsłonięciu - partner może uznać, że jednak nie tak nas widział. Najłatwiej mają osoby, które zawsze są szczere, otwarte i spontaniczne. Od razu kawa na ławę. Z rozmów z bliskimi mi facetami wiem, jak wygląda zrzucenia fasady przez kobiety. Z doświadczenia wiem, jak to wygląda u faceta. Nagle miła i sympatyczna dziewczyna okazuje się toksyczną wariatką, a zaradny, rozsądny facet - zalega na kanapie z grami. Oczywiście to przykłady. Bywa różnie. Dlatego trzeba się poznawać, co w dzisiejszych czasach jest trudniejsze.