Lilianova pisze: ↑czw sty 22, 2026 11:25 pm
@awkward
Ojej, byłaś w Japonii! Napisz proszę czy Ci smakowały potrawy kuchni japońskiej będąc w Japonii? Czy są wyraziste w smaku ? Bo coś wspominałaś, że mdłe?
Wiesz, ja nie jem mięsa od kilku lat. Planuję też zrezygnować z ryb i owoców morza natomiast ciężko mi to idzie
piję rybi kolagen, owoce morza i ryby głównie dla tłuszczów omega, tak więc dałaś mi do myślenia teraz - będę szukać alternatyw.
Napisz proszę czy spożywasz dużo tofu ? Czy uważasz, że tofu powinno się jeść 2-3 razy w tygodniu? Czytałam kiedyś o wpływie na gospodarkę hormonalną - estrogeny, niestety nie zagłębiałam się w temat.
Btw łapiesz jakieś przeziębienia będąc na takiej diecie?
Ja bez mięsa już 7 lat i nie wiem co to przeziębienie, choroba. Mięso = stan zapalny.
A nie, to chyba nie ja wspominałam o mdłych smakach? Ja od długiego czasu nie używam zbyt dużo soli do gotowania, bardziej stawiam na zioła i inne przyprawy i chyba to mi trochę pomaga docenić "gołe smaki", na zasadzie, zjem se kalafiora prosto z gara i nie brakuje mi smaku :D więc nie, kuchnia japońska nie jest dla mnie mdła, wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że nawet byłam zaskoczona tym ile cukru stosuje się w przepisach wytrawnych. No i powszechnie używany sos sojowy, do tego sos rybny, ostrygowy, mają sporo mieszanek z wodorostami, sezamem, olej sezamowy, ocet itd – tu raczej te smaki mi bardzo odpowiadają, stąd mój częsty wybór ich potraw w codziennej kuchni. A jak potrzebuję coś mocniejszego to kuchnia koreańska z ich poziomem pikantności jest dla mnie idealna :D
Ja miałam etap rezygnacji z mięsa, diety wegańskiej (mam mocne uczulenie na produkty mleczne), ale z drugiej strony lubię jajka i lubię od czasu zjeść mięso albo rybę.
Natomiast usłyszałam kiedyś fajne zdanie, że no wiesz, nie trzeba wszystkiego zawsze robić na 100%. I wydaje mi się, że to takie zdrowe podejście, również w diecie.
Nie jestem wegetarianką, ale mięso lub drób jem może raz albo dwa razy w tygodniu na obiad. Raz w tygodniu jak zaszaleję : p zjem rybę a reszta to często właśnie dieta roślinna. Na śniadania jem często jajka i masę warzyw, czasami jakaś kanapka wleci z pastą z tuńczyka. Ale wędliny jem może raz czy dwa razy do roku jak mnie najdzie ochota, to samo jeśli chodzi o jakieś kabanosy czy kiełbasy. Latem na grillu chętnie zjem kaszankę albo kawałek kiełby i nie robię sobie z tego powodu jakichś wyrzutów. Bo nie jem tego codziennie
Tofu jem akurat teraz trochę rzadziej ale to chyba wynika z pory roku – jakoś zimą mi lepiej wchodzą strączki i jakieś zupy, więc jak już dodaje tofu to do zupy właśnie. Natomiast patrząc po badaniach i konsultując temat (robiłam kilka certyfikatów z dietetyki a teraz studiuje sobie psychodietetyke), to wynika, że tego tofu musiałabyś jeść naprawdę ogromne ilości żeby odczuć jakieś zmiany w organizmie. Więc idę tym tokiem i się nie przejmuję : D (bo na każdy produkt spożywczy znajdziesz teraz teorie, że szkodzi).
Co do chorób czy przeziębień, jem mięso całe życie z małymi przerwami i miałam epizod niejedzenia i nie zauważyłam różnicy – przy czym ja naprawdę nie jem tego mięsa dużo. Najbardziej zauważalną różnicę w kontekście zdrowia zauważyłam dbając o jakość snu, stres i po prostu jedząc regularne i bardziej zbilansowane posiłki, a rezygnując z regularnego jedzenia przekąsek typu chipsy, paluszki, chrupki, czekoladki, ciasteczka i inne pyszne rzeczy.
Kiedyś mega często chorowałam, teraz jeśli mnie coś złapie, to coś w stylu lekki ból gardła przez pół dnia i tyle.
Więc podsumowując – u mnie nic nie jest na 100% :D a smaki japońskie czy koreańskie wybieram bo je po prostu lubię a nie bo kierowałam się jakąś konkretną ideą "zdrowotności". Można jeść też dania kuchni polskiej z odpowiednią modyfikacją żeby uniknąć spożywania zbyt dużej ilości tłuszczów trans czy mięsa właśnie i zwiększyć porcję warzyw – kwestia kreatywności i tego ile się ma czasu żeby to ogarnąć :D!